,

Kosztorys już nie wystarczy. Co zmienia uchwała Sądu Najwyższego z 13 maja 2026 r.?

Inwestor odbiera budynek, a rok później widzi zawilgocone ściany w piwnicy. Ekspert stwierdza wadliwie wykonaną izolację fundamentów, kosztorys naprawy wskazuje 150 000 zł. Inwestor niczego jeszcze nie naprawia, tylko pozywa wykonawcę o tę kwotę. Do niedawna była to droga niemal standardowa. Od 13 maja 2026 r. jest to droga ryzykowna. Poniżej wyjaśniamy dlaczego.

Co stwierdził Sąd Najwyższy?

Sąd Najwyższy w składzie siedmiu sędziów Izby Cywilnej podjął uchwałę w sprawie o sygnaturze III CZP 25/25. Jej treść jest jednozdaniowa: odszkodowanie za szkodę wynikłą z nienależytego wykonania zobowiązania z umowy o roboty budowlane nie może zostać ustalone jako równowartość kosztów usunięcia wad.

Pytanie, na które Sąd odpowiadał, brzmiało nieco węziej. Chodziło o to, czy w świetle art. 471 k.c. w związku z art. 363 k.c. i art. 361 § 2 k.c. odszkodowanie może odpowiadać kosztom prac naprawczych, których wierzyciel nie poniósł i które nie zostały wykonane do zamknięcia rozprawy.

Dwie metody liczenia, czyli o co naprawdę toczy się spór

Przez lata w procesach budowlanych podstawowym dowodem wysokości roszczenia był kosztorys prac naprawczych. To tak zwana metoda kosztorysowa: szkodą jest to, ile naprawa będzie kosztować.

Sąd Najwyższy wskazał, że kodeks cywilny nakazuje ustalać wysokość szkody inaczej. Szkoda to różnica między stanem majątku poszkodowanego, jaki istniałby, gdyby umowę wykonano prawidłowo, a stanem rzeczywistym – to tzw. metoda dyferencyjna. Różnica ta sprowadza się do pytania: nie „ile będzie kosztować naprawa”, lecz „o ile jestem uboższy”.

Powód takiego stanowiska jest prosty. Kosztorys to prognoza wydatku, a nie sam wydatek. Naprawa może okazać się tańsza, może zostać wykonana inaczej, może nie zostać wykonana nigdy. Gdyby sąd zasądzał zawsze pełne wyliczenie  kosztorysowe, część kwot przewyższałaby realny uszczerbek, a odszkodowanie nie ma wzbogacać poszkodowanego ani nadmiernie obciążać wykonawcy lecz rekompensować realnie poniesioną szkodę.

Dwa scenariusze i dwa różne zestawy dowodów

  • Naprawa została już wykonana

Wtedy szkoda jest policzalna i definitywna. Dowodem są faktury, rachunki, umowy z ekipą naprawczą i potwierdzenia zapłaty. Przedmiotem żądania jest zwrot rzeczywiście poniesionych, celowych wydatków. Dokumenty powinny pozwalać odróżnić naprawę wady od ulepszeń wykonanych przy okazji, bo tych wykonawca nie finansuje.

  • Naprawa nie została wykonana

Wtedy kosztorys przestaje być właściwym punktem odniesienia. Znaczenie ma to, o ile mniej wart jest budynek albo nieruchomość z wadą w porównaniu ze stanem, który wynikał z umowy. Dowodem nie jest wycena robót, lecz opinia biegłego rzeczoznawcy majątkowego wskazująca ubytek wartości. To inny specjalista, inny wniosek dowodowy i inny koszt.

Realne konsekwencje

  • Po pierwsze, przesuwa się moment największego wysiłku. Materiał dowodowy trzeba zebrać przed skierowaniem sprawy do sądu, a nie w jego trakcie. Pozew oparty wyłącznie na kosztorysie naraża się na ryzyko oddalenia z powodu nieudowodnienia wysokości roszczenia, nawet wtedy gdy sama wada zostanie wykazana bez cienia wątpliwości. Wygrana co do zasady i przegrana co do kwoty to najgorszy z możliwych wyników, bo w razie oddalenia powództwa oznacza obowiązek zwrotu kosztów procesu przeciwnikowi.
  • Po drugie, rośnie znaczenie decyzji, której wcześniej nikt nie musiał podejmować: naprawiać teraz czy pozywać teraz. W wielu sprawach racjonalne będzie wykonanie naprawy w pierwszej kolejności i dochodzenie kwot z faktur, bo udowodnienie wydatku, który już nastąpił, jest łatwiejsze niż wykazanie hipotetycznego spadku wartości. Terminy rękojmi i przedawnienia biegną jednak niezależnie od tego, jak długo trwa zbieranie dowodów, więc zwłoka bywa kosztowna.
  • Po trzecie, zmienia się układ sił w negocjacjach. Wykonawcy i ubezpieczyciele zyskali czytelny argument pozwalający kwestionować nie istnienie wady, lecz sposób wyliczenia kwoty, więc ugoda przedsądowa może być dziś warta więcej niż kilka lat procesu.
  • Po czwarte, odszkodowanie nie jest jedyną drogą. W odniesieniu do rękojmi za wady wykonanego obiektu art. 656 § 1 k.c. nakazuje stosować odpowiednio przepisy o umowie o dzieło, a to otwiera roszczenia o innej konstrukcji, na przykład o usunięcie wady albo o obniżenie wynagrodzenia. Nie wymagają one wykazywania szkody, mają natomiast własne terminy i rygory.

Warto skorzystać z pomocy prawnej

Uchwała nie odbiera inwestorom prawa do odszkodowania. Kładzie natomiast nacisk  na to, jakimi środkami dowodowymi trzeba udowodnić poniesioną szkodę. Decyzje mogące mieć istotny wpływ ma wynik sprawy podejmuje się dziś na etapie, na którym pozew nie został jeszcze złożony: przy wyborze między naprawą a pozwem, przy określeniu przedmiotu opinii biegłego, przy kompletowaniu faktur i przy ocenie, czy właściwszą podstawą jest odszkodowanie, czy rękojmia. Błąd popełniony na tym etapie trudno naprawić później, ponieważ postępowanie dowodowe ma swoje ramy czasowe.

Dlatego w sprawach o wady robót budowlanych warto korzystać z pomocy prawnej jeszcze przed podjęciem jakichkolwiek działań przedprocesowych . Wspólne przejrzenie umowy, dokumentacji odbiorowej i harmonogramu naprawy pozwala dobrać właściwą podstawę roszczenia i zabezpieczyć dowody, dopóki jest to jeszcze możliwe. To zwykle najtańszy etap całej sprawy i jednocześnie ten, który istotnie wpływa na jej zakończenie.

autor: r.pr. Mateusz Jagła